Zabierz dziecko w góry

Zabierz dziecko w góry. Ja zabrałem. Oleńkę, bo Małgorzata zasłoniła się egzaminem, a Miły Młody Człowiek został uznany za (jeszcze) zbyt Młodego.
Spędziliśmy więc z Oleńką trzy dni tylko ze sobą. Najpierw w pociągu, a potem na szlaku. Przebyliśmy razem ponad 40 km w słońcu, w częściowym zachmurzeniu i towarzystwie paru kropli deszczyku. Snuliśmy się leniwie, kiedy mieliśmy na to ochotę i biegliśmy do schroniska, gdy okazało się, że za 30 minut zamykają kuchnię, a my jesteśmy jeszcze w czarnej jamie. Oleńka przekonała się, jak miło zdjąć buty po całym dniu trasy oraz jak piękny może być zachód słońca, gdy prócz ojca przed schroniskiem nie ma nikogo, a ja jak niebezpieczny jest schroniskowy bigos, który zwać powinni przeglądem tygodnia. Przed naszymi oczami Pan Bóg (albo matka natura) zapalał najpiękniejsze widoki, a ekipa schroniska wyłączała prąd i ciepłą wodę o godzinie 22 zgodnie z regulaminem. Co też było dla Oleńki atrakcją.

Dużo chodziliśmy, dużo piliśmy (wody) i dużo rozmawialiśmy. Pod pozorem oglądania wodospadu wytłumaczyłem jej, jak tworzy się kanion. Przy grze w słówka (ostatnia litera wyrazu podanego przez przeciwnika musi być pierwszą literą słowa wymyślonego przez ciebie) przemyciłem wiedzę na temat akweduktów, antybiotyków i podjąłem dramatyczną próbę wyjaśnienia, czym jest aliteracja. Rozmawialiśmy też dużo o starożytnych Grekach i Rzymianach, Sparcie. Dzięki temu Oleńka, wiec co to znaczy wrócić na tarczy, skąd się wziął bieg maratoński i co znaczy mowa lakoniczna.
Żeby nie było. Ja też dowiedziałem się od Oleńki bardzo wiele. Na przykład jak wykorzystać (okrutnie i podle choć produktywnie) osadników w Minecrafcie, aby zrobili Ci dom.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *