A gdyby tu była szkoła w przyszłości

Ach ta dzisiejsza młodzież i ach te dzisiejsze dzieci. Już drugi miesiąc nie robię nic innego tylko latam i rekrutuję moją Olę do różnych szkół. Pod wodzą Królowej Matki zbieramy informacje, zdobywamy opinie, mocujemy się z drzwiami otwartymi, które okazują się tylko lekko uchylonymi, bo chętnych na miejsce od 5 do 10. Bo im fajniejsza, spokojniejsza, milsza w dotyku i bardziej pluszowa szkoła tym trudniejszy, bardziej wymagający egzamin do niej zwany obłudnie zabawą, rozmową, konkursem itp.

Tak się składa, że to Królowa Matka wypełnia papiery, a ja zanoszę. Podział ten wynika z tego co kto potrafi. KM doskonale wypełnia, ja wspaniale wstaję rano. KM pracuje w państwowej instytucji i spóźniać się nadmiernie nie może, mój prywaciarski korporacyjnopodobny krwiopijca ma w nosie czy ktoś będzie kwadrans później, byle zrobił co do niego należy. Taka nowa wersja:  czy się stoi czy się leży, trzeba zrobić co się należy. Za to jak mam wypełnić jakiś ważny urzędowy formularz, to od razu robię się spięty. Wtórny analfabetyzm mi się załącza. Jak brałem w urzędzie paszportowym parę formularzy na zapas to pani z informacji myślała, że mam 10-tkę dzieci i przynajmniej 8 żon.

No więc ponieważ KM gdy się budzi to już jest prawie spóźniona, a gdy wstanie wygoniona z łóżka groźbami karalnymi to spóźniona jest w cholerę, to papiery do szkół odwożę ja. Lubię to. Nie lubię się spóźniać, ale rano można szkoły zobaczyć takie jakie one są. Na drzwiach otwartych są jak kobiety na imprezie sylwestrowej – sam puder i fotomontaż. O 8-mej rano nikt nie ma siły się wysilać. Jest po prostu tak, jak jest. Królowa Matka piękna jak wiosna w majowy długi weekend, gdy nam dali 3 dni wolnego ekstra, a szkoły prawdziwe.

Wtedy pomiędzy 8 a 9-tą rano można zobaczyć, jak w takiej szkole jest na co dzień. Czy pani sekretarka jest miła dla porannych hipochondrycznych marud, których boli głowa, czy na pierwszej przerwie dzieci się śmieją, a przechodzący nauczyciel każe być im ciszej czy też rzuci jakąś błyskotliwą ripostę. Ilu jest spóźnialskich. Czym pod szkołę podjeżdżają nauczyciele i czym spóźnieni rodzice. Zauważyliście, że często im większe spóźnienie tym droższe auto podjeżdża?

To wszystko mogę sobie zobaczyć. I zobaczam. I zazdroszczę. Ja tak nie miałem. Moja gminna szkoła zbiorcza kazała mi być cicho. Równo. Po korytarzu chodziliśmy parami w określonym kierunku. Była taka jedna franca co lała nas po wesołych ryjkach otwartą dłonią, ale wcześnie okręcała pierścionki, żeby bardziej bolało. Biedna kobieta, gdyby urodziła wcześniej, mogłaby zrobić karierę w stalinowskich aparatach ucisku, a tak musiała się marnować w prowincjonalnej podstawówce. Zabawne, bo jakoś mnie ten przypominająca zakład poprawczy instytucja nie zniszczyła, nie zabiła. Pojawia się zabawne pytanie, czy szkoła ma aż takie znaczenie, jakie jej przypisujemy? To pytanie mi w głowie dźwięczy, ale sam pcham Olę do szkół fajnych, a nie kijowych. Może dlatego, że mam wybór. Moi rodzice go nie mieli.

W każdym razie Oli zazdroszczę. Bo sam bym do którejś z jej szkół sobie pochodził. A zakładając, że gdzieś się Ola dostanie, to fajnie będzie miała. Przyjemne klasy. Mili nauczyciele. A nawet jeśli jej się nie powiedzie i pójdzie rejonówki to też będzie miała fajniej ode mnie. Narkotyki jakie tylko chcesz, bójki, strzelaniny, podczas gdy u mnie co najwyżej ktoś kogoś popchnął w szatni, albo spalił papierosa za mniej uczęszczanym rogiem.

Jakie czasy, takie szkoły 😉

>




Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *