Śmiertelnie długi weekend II

Z poprzedniego odcinka wiemy już, że zwyczajny weekend jest przewidywalny niczym M jak miłość, nudny jak Plebania i dołujący bardziej niż listopadowa prognoza pogody przed siedemdziesiątą powtórką Zabójczej broni. Wchodzimy w niego zmęczeni i zmaltretowani, a wychodzimy skacowani i rozczarowani. I byle do piątku.

Są jednak na świecie jeszcze długie weekendy. I to jest prawdziwe niebezpieczeństwo. Jeśli zwykły weekend to kałuża, która wyglądała na niezbyt głęboką, maksymalnie 5 cm, a która pod wdepnięciu zjada nam zamszowego buta i prosi o jeszcze, to długi weekend jest jak kałuża która po dotknięciu zamienia się w ruchome błota, czeluść bez dna, pełną krwiożerczych piranii oraz jeszcze brutalniejszych pracowników ZUS i US. Wsadzasz całkiem dobrą nogę, jedynie z początkami żylaków and/or cellulitu, a wyciągasz żałosny obgryziony piszczel.

Ktoś powie, że histeryzuję, że długi weekend to zwykły tyle że dłuższy. Nieprawda. Długi weekend to już naprawdę dużo wolnego czasu, na który nasze organizmy, nasze konstrukcje psychiczne i nasze portfele nie są gotowe. Czy człowiek pierwotny miewał długie weekendy?Czy Bóg w Starym Testamencie dał ludziom więcej niż jeden wolny dzień w tygodniu? Nie! Nie był to przypadek, bo przecież trzeba coś z tym czasem zrobić. Inaczej zostanie pustka. Wielka pustka, którą poczujemy w głowie, gdy w pracy opalona na Egipt, a może nawet na Seszele koleżanka spyta „Gdzie spędziliście długi weekend?”. No więc musimy koniecznie coś z tym czasem zrobić. Poza tym chcemy. Chcemy przeczytać wreszcie książki, które zalegają nocny stolik, nadrobić zaległości w modnych serialach, pobyć ze sobą, podciągnąć dziecko z matematyki, żeby na sprawdzianie dostało wreszcie coś więcej niż 3. O pardon, dziecko mi melduje, że ten sprawdzian był rok temu, a obecnie radzi sobie samo i może mi pokazać zadania z ostatniej olimpiady, ale nie chce mnie zawstydzać.

Królowa matka to dopiero chce. Chce pomalować mieszkanie, albo tylko kuchnię, łazienkę, i salon. Chce posprzątać w piwnicy. Chce wreszcie gdzieś wyjść razem z dziećmi. Chce wreszcie gdzieś wyjść bez dzieci. Chce romantycznego wieczoru tylko we dwoje i dzikiego seksu do białego rana. Chce zobaczyć morze, aby pochodzić boso po plaży, chce wyjechać w góry, żeby poczuć wolność na gór szczycie. Chce polecieć do Barcelony, chce popłynąć do Szwecji, chce spędzić dwa dni w Paryżu. Marzy też o dwóch dniach w Nowym Jorku, ale wie, że to już trochę mniej realne. Chce odwiedzić siostrę, brata, koleżanki ze studiów (tylko te trzy najbardziej ulubione), babcię, a resztę czasu spędzić u rodziców. Żeby to wszystko (pod wszystko rozumiem 1/10 z wyżej wymienionych) zrealizować powinniśmy przejechać więcej kilometrów niż Tuskobus, a sejm musiałby przyjąć superustawę w supertrybie z poprawką do konstytucji, aby długi weekend stał stał się hipermegasuperdługim miesiącem zaczynającym się 15 kwietnia i kończącym po wakacjach. Drugi trwałby od świąt Bożego narodzenia do Wielkanocy. To nie wszystko. Królowa matka stwierdza, że należy przeprowadzić konsultacje społeczne czyli spytać dzieci. Jestem przeciw, ale u nas panuje ustrój, który można nazwać demokracją anarchistyczną – każdy robi to co chce, a potem wspólnie głowimy się, jak ten bałagan ogarnąć. Dzieciaki rzucają serię kretyńskich i kosztownych pomysłów. No dobra, nie byłyby takie kretyńskie, gdybym miał własny szyb naftowy. Niestety nie mam. Mam kredyt na mieszkanie, auto na benzynę, za prawie 6 zł za litr i pracę w firmie pogrążonej w recesji. Przynajmniej tak nam mówi szef, zanim wsiądzie do swojego porsche, żeby wyskoczyć na weekend w Spa z blond królewiątkiem (choć tak naprawdę mam ochotę użyć innego słowa na „k”). Ok, znów przesadzam, ale tylko trochę.




Tak jak z budzeniem, moją rolą w tym domu jest czuwanie nad budżetem, co równa się z funkcją natural born fajne pomysły killer. Kiedy mówię, na co nas naprawdę stać, zapada cisza. Potem dzieci idą oglądać kablówkę (mam nadzieję, że nie Kubusia Puchatka), a Królowa matka i ja udajemy się na naradę. W efekcie wybieramy jeden z wielu sposobów na zmarnowanie kolejnego długiego weekendu. Mamy kilka dobrze przetestowanych metod: weekend w siodle, deszczowy pensjonat, czas odwiedzin, nie róbmy nic.

I tymi właśnie sposobami zajmiemy się w odcinku następnym

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *