Z terrorystami się negocjuje

Z TERRORYSTAMI SIĘ NEGOCJUJE

Wyobraź sobie taką sytuację. Szaleniec barykaduje się w budynku pełnym ludzi, bierze na zakładnika prezydenta i obwieszony bombami, stąpając po cysternach benzyną, na których leżą butelki pełne nitrogliceryny, grozi, że wysadzi to wszystko w powietrze, a prezydenta (uprzednio raniwszy głęboko w tętnicę udową) wrzuci do basenu pełnego polityków opozycyjnych.
Gratulacje! Właśnie zostałaś (lub zostałeś) negocjatorem. Bez wsparcia, bez sprzętu, bez czasu do zastanowienia. Jak to w Polsce. Natychmiast na miejscu zbiera się tłum gapiów oraz zwolennik rozwiązań siłowych. On uważa, że z terrorystami się nie negocjuje, tylko wzywa trzy oddziały barczystych panów w kominiarkach, którzy kopniakami rozwalą drzwi, a potem seriami z broni automatycznej zamienią porywacza oraz zakładników w mięso mielone oddzielane od kości mechanicznie. Przekładając z realiów amerykańskiego filmu sensacyjnego na przaśne warunki domowe – zwolennik rozwiązań siłowych proponuje: dwa szybkie na gołą dupę i po sprawie.
Jesteś jednak na najtrudniejszym trybie gry i chcesz wciąż wierzyć, że brzydzisz się przemocą, a wejście w kominiarkach do pokoju dziecięcego to zawsze jest klęska wszystkich uczestników konfliktu. Nie tylko dlatego, że mogą zabłocić dziecięcy dywanik w żyrafy. W związku z tym bierzesz tubę w drżące, spocone ręce i zabierasz się za negocjacje.
– O co chodzi? – pytasz możliwie najspokojniej przekrzykując głosy gawiedzi, piski zakładników i mlaskanie pewnych swego łupu piranii. – O co ci chodzi? – ponawiasz pytanie, dodając w myślach sakramentalne – kurwa jego mać!
-Bojaszechcialemporaporarozprarozwawic!
– Słucham?
– Nojasiemchcialemporaporarozprarozwawic!
– Dziecko. Powiedz na spokojnie, nie denerwuj się.
– Mówię przecież. Cały czas mówię!!! No jasiemchcialemporaporarozprarozwawic!
– Ale ja nic nie rozumiem. Nie rozumiem, co chcesz powiedzieć. Weź oddech. Poczekaj. Bierz oddech za każdym razem.
– No bo…
– Oddech!
– No bo ja…
– Oddech!
– Szem chciałem
– Się chciałem. Oddech!
– Siem chciałem!
– Dobrze. Siem chciałem. Oddech i dalej!
– Siem chciałem, oddech…
– Oddech ja mówię. Ty oddychasz. Dalej!
– Pobawić
Zlepiasz komunikat do kupy i powstaje Ci zdanie oznajmujące, które brzmi: “Bo ja się chciałem pobawić”. Już? To o to chodziło? Nie możesz uwierzyć, że taka pierdoła…
– Czy ty chciałeś powiedzieć, że…
– Nie powiedzieć! Nie powiedzieć! Bojaszechcialemporaporarozprarozwawic!
Terrorysta znowu wpada w furię. Skacze i krzyczy, aż zawleczki od granatów dzwonią o butelki z nitrogliceryną. Aż piranie robią pod siebie z radości, a pan prezydent przeciwnie. Nie z radości bynajmniej.
– Oddech, oddech!
– Oddycham!
– Czyli ty się chciałeś pobawić?
– Tak. Siem chciałem pobawić, a nie iść spać. Nie chcę iść spać, chcę się pobawić.
– Dziecko, wiesz która jest godzina?
– Nie chcę się kłaść, chcę się bawić.
– Rozumiem. Tylko, że jak się nie wyśpisz, to jutro będziesz płakać w przedszkolu.
– Ale sięm chcem bawić.
– Dobrze, zrozumiałam. Chcesz się bawić. Poczekaj. Chwileczkę.
Teraz! Właśnie teraz. Masz jedną, jedyną szansę. Zaproponuj kompromis. Cholera z prezydentem, niech wypuści niewinnych ludzi. Lub przeciwnie (zależnie od Twoich poglądów, w które nie wnikam, wszyscy my rodzice, mamy te same problemy) cholera z tą bandą, pewnie połowa jest w KOD-zie, ratujmy naszego pupila. Coś ustąp, żeby zyskać więcej. Spróbuj. Na przykład tak:
– No dobrze. To umówmy się, że pobawisz się jeszcze piętnaście minut. A jutro zamiast oglądać trzy bajki może obejrzysz jedną, a wtedy zamiast telewizji zdążysz się pobawić.
Milczenie. Zachowaj spokój. Nie poganiaj go. Musisz mu pozwolić odessać smarki i zebrać myśli. On też ma (w swoim zestresowanym mózgu) zwolenników siłowych rozwiązań. Też musi ich uspokoić. Też będzie chciał coś ugrać.
– A pomożesz mi posprzątać zabawki?
– Pomogę, ale myjemy dziś głowę bez płakania. Umowa?
– Umowa.
Załatwione. Zakładnicy powoli opuszczają budynek. Prezydent nadal nie rozumie, co się stało i uśmiecha się jak na wiecu wyborczym w Bogatyni. Do piranii dociera, że kolacji nie będzie. Bardziej rozczarowani od zębatych rybek są tylko dziennikarze. Zwolennik rozwiązań siłowych mówi z pogardą, że on by to załatwił w pięć minut. I niech gówniarz sam sprząta w ogóle.
Po tym wszystkim widzisz, jak duży sukces udało Ci się osiągnąć. Możesz sobie pogratulować, a potem pójść do łazienki (masz jeszcze kwadrans) i tam zwymiotować z nerwów lub rozpłakać się. Jak tam lubisz i umiesz rozładować stres.
Pamiętaj, zawsze, w każdej sytuacji zacząć od prostego pytania: “O co Ci kurwa chodzi?”. Lepiej byłoby bez „kurwy” oczywiście.

A wiesz, że mam tego więcej? I to w książce. Zamów i poczytaj:
Wspieram.to i zamów.

Please follow and like us:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *